Brzytwa Ockhama(nazywana także zasadą ekonomii  lub zasadą ekonomii myślenia) – zasada, zgodnie z którą w wyjaśnianiu zjawisk należy dążyć do prostoty, wybierając takie wyjaśnienia, które opierają się na jak najmniejszej liczbie założeń i pojęć.

Komentatorzy i badacze Katastrofy Smoleńskiej dzielą się na tych, którzy mnożą byty „zamaszyste” i na tych, którzy są przekonani, że najprostsze jest najbardziej prawdopodobne.

Brzytwa Ockhama „trzyma w ryzach” dyskurs naukowy i wykazuje swoją skuteczność w większości teorii uznanych za naukowe. Wewnętrzna, logiczna spójność, falsyfikowalność, weryfikowalność, prostota i swoiste piękno to atrybuty dobrej teorii.

Zdaję sobie sprawę, że nasze doświadczenie historyczne i krzywdy doznane przez Naród Polski od wielkorusów, Rosji, Sowietów, bolszewików, i jak jeszcze tam ich zwać, są głęboko zakodowane w zbiorowej pamięci Polaków i sprzyjają „zamachowemu” myśleniu. Sam odczuwałbym swego rodzaju patologiczną satysfakcję gdyby teza o zamachu okazała się prawdziwa; i byłaby zrozumiała, ponieważ potwierdzałaby stereotypowy obraz sowieckich podłości, do których my Polacy już przywykliśmy i które w jakimś sensie konstruują obraz nas samych oraz nasze relacje ze światem.

Niestety, wyjaśnianie emocji związanych z przeżywaniem zjawisk nie jest równoznaczne z wyjaśnianiem tych zjawisk.

Z tego co już napisałem wysnuwam postulat, aby w rozważaniach o katastrofie smoleńskiej zastosować „brzytwę Ockhama” i przyjąć wersję najprostszą. W ogólnych zarysach wyglądałaby tak:

  1. Głęboki, ideowy konflikt miedzy Donaldem Tuskiem, a ś.p. Lechem Kaczyńskim wynikający z zupełnie odmiennych wizji państwa i różnego pojmowania polskiej racji stanu nie ograniczał się do wojny w sferze dyskursu.

    Pan Tusk robił wszystko, aby zdyskredytować przeciwnika. Postponował Go nie tylko poprzez czarny PR posłusznie realizowany przez agentury PO w mediach i odmóżdżonych dziennikarzy w gazetach, przez pana Palikota, Niesiołowskiego et consortes; używał także instrumentów władzy aby utrudnić, uniemożliwić, skomplikować lub ośmieszyć wszelkie inicjatywy Prezydenta.
  2. Jest prawie pewne, że w agendach rządowych odpowiedzialnych za obsługę urzędu Prezydenta utarło się w związku z tym przekonanie, że można lekceważyć, a być może nawet sabotować zadania zlecone przez prezydencką Kancelarię.

  3. Skutkiem tego lot do Smoleńska 10 kwietnia został zlekceważony i niewłaściwie przygotowany, a agendy rządowe odpowiedzialne za jego obsługę nie otrzymały wystarczająco dobitnego, bezwzględnego i jasnego rozkazu aby zrobić wszystko dla sprawnego i bezpiecznego przebiegu wizyty Prezydentem RP w Katyniu. Nie ulega żadnej wątpliwości, że rozkaz taki otrzymały 7 kwietnia.

  4. Wojna wypowiedziana Lechowi Kaczyńskiemu przez Donalda Tuska stworzyła okazję do poszerzenia pola walki i włączenia się obcych podmiotów politycznych. Tylko kompletny idiota nie skorzystałby ze sposobności „wsadzenia swojego patyka między szprychy.” Historia Polski dostarcza wielu przykładów „opieki” i „pomocy” ze strony obcych, żywo zainteresowanych jej osłabieniem.

  5. Strona rosyjska musiała analizować sytuację. Po spotkaniu Tusk-Putin 7 kwietnia w Katyniu rosyjskie czynniki oficjalne prawdopodobnie doszły do wniosku, że „nie mają interesu” aby stwarzać pozory, że wizyta Prezydenta RP 10 kwietnia ma dla stosunków Polsko – Rosyjskich znaczenie porównywalne z wizytą Tuska. Tym bardziej, że agenci raportowali o nikłych szansach zwycięstwa Lecha Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich.

  6. Jest całkiem prawdopodobne, że w związku z tym (vide: 3, 4, 5) rosyjska obsługa lotu i lotniska nie otrzymała wystarczająco dobitnego, bezwzględnego i jasnego rozkazu aby zrobić wszystko dla sprawnego i bezpiecznego sprowadzenia samolotu z Prezydentem RP na ziemię. Nie ulega żadnej wątpliwości, że rozkaz taki otrzymała 7 kwietnia.

  7. Nie wykluczone, że nie tyle rozkaz, ile wypowiedziana mimochodem pewna taka, no powiedzmy – sugestia mogła przyczynić się do „osłabienia czujności” obsługi lotniska i podejmowania przez nią decyzji niezbornych, sprzecznych, fałszywych.....?

Powyższe hipotezy, będące skutkiem zastosowania „brzytwy Ockhama” do krążących po Internecie „zamaszystych” wersji tamtych wydarzeń, są również „wersją”; nie są i są prawdą w takim samym stopniu, w jakim nie są i są prawdą wersje pozostałe.